sobota, 5 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 28

W lecie bywają burze. W związkach bywają burze. W życiu bywają burze. Najważniejsze jest to, że po burzy następuje spokój, w którym naprawiamy wyrządzone szkody. Ale czy zawsze?

Następny dzień należał do tych mniej przyjemnych. Trzeba było iść do szkoły. Deszcz padał a wiatr huczał i porywał bezbronne gałązki w swój dziki taniec. Poprzedniego dnia słońce i upał nie dawały żyć ale teraz pogoda zmieniała się nie do poznania. Kim właśnie szykowała się do szkoły. Miała zamiar założyć ciepły sweter i długie jeansy, gdyż pogoda nie dopisywała, zresztą humor również. Dziewczynie nie chciało się iść do szkoły. Najchętniej rzuciłaby się na łóżko i wtuliła w Jack'a. Ale chłopak śpi w swoim łóżku albo również marudzi przy wstawaniu. Dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się na widok marudnej miny chłopaka. Nawet w tej skwaszonej minie, z tymi pięknymi zmrużonymi oczami wyglądał słodko.
- Kim pośpiesz się, bo się spóźnisz.
Usłyszała głos mamy dobiegający z dołu. Tym samym przerywający jej rozmarzenie.
- Już idę! - odkrzyknęła i zbiegła po schodach porywając w między czasie spakowaną torbę.

 * * *

- Jack ubieraj się. Masz pięć minut! - powiedziała pani Brewer zaglądając do pokoju nastolatka. - Co się dzieje? - zapytała zatroskana widząc, że syn nie reaguje.
Dopiero po paru chwilach chłopak pokiwał głową i wskazał na gardło, przez które nie mógł wydobyć ani słowa.
Twarz pani Brewer pokryła się małymi zmarszczkami a podkrążone oczy uwydatniły się fioletowym kolorem. Była zmartwiona i zmęczona.
- Zostań dzisiaj w domu. Przyniosę ci zaraz jakieś leki. - Powiedziała delikatnie.

* * *

Przemoczona blondynka weszła w mury szkoły. Rozwiane i mokre włosy opadał jej na ramionach. Czapka zakrywała niemal całą twarz. Wyjęła ręce z kieszeń kurki i zaczęła je rozgrzewać.
- Hej Kim! - krzyknął Jerry z końca korytarza.
- Cześć! - odkrzyknęła dziewczyna zmarzniętym głosem.
- Jest już Jack? - zapytała się blondynka, gdy przyjaciel był już blisko.
- Myślałem, że jest z tobą. - wyznał
- To śmieszne, bo ja myślałam, że jest z tobą. - powiedziała choć wcale nie było jej do śmiechu. Zmartwili się nieobecnością przyjaciela. On prawie zawsze był w szkole, spóźniony ale był a jak nie był to zawsze zostawiał wiadomość.
- Pewnie się spóźni. - powiedział Jerry i pomachał biegnącej w ich kierunku Grace.

* * *

Jeszcze tylko pięć minut do dzwonka. Zniecierpliwiona i zmartwiona dziewczyna stukała nerwowo palcami o blat ławki. Co się z nim dzieje? Dlaczego nie ma go i nikogo nie poinformował o tym? Dlaczego tęskni za nim tak bardzo, choć wczoraj się widzieli?! Czemu nie może nad sobą zapanować? Jej myśli krążą tylko wokół osoby chłopaka. Zamknęła oczy. Rozchyliła delikatnie wargi, jakby w oczekiwaniu na pocałunek. Niestety nic się nie zdarzyło. Może tylko upłynęła kolejna minuta ciszy. Może świat stanął w miejscu. Nie to niemożliwe. Świat staje w miejscu tylko w jego obecności. Kolejne myśli popłynęły w głębie oceanu. Stworzył się niemały chaos. Przeczuwała, że coś się wydarzy. Intuicja podpowiadała niemałe zmiany jak i kłopoty. Stworzył się przez to cień zmartwienia czający w podświadomości. Jak krzak z trującymi owocami, który zasiał się na pięknej łące kwiatów.

* * *
Kim spojrzała na plan zajęć. Wyciągnęła szczupłą dłoń w kierunku kartki i przeszukała palcem tabelkę z rozkładem lekcji. Po chwili stwierdziła, że pozostała jeszcze jedna lekcja a następnie trening. Dopiero teraz uprzytomniała sobie, że razem z Jack'iem ominęli nie jeden już trening.
- O kurczę. - Powiedziała do siebie.
- Gdzie? - Zapytał się Jerry pojawiając się nie wiadomo kiedy przy blondynce.
- Jerry! Przestraszyłeś mnie.- Powiedziała z wyrzutem dziewczyna.
- Aż taki straszny jestem?
- Tak. - Odparła uśmiechając się niewinnie.
- Graace! - Krzyknął chłopak obrażonym tonem głosu. - A Kim powiedziała, że ...

* * *

- Daruję sobie trening. - Szepnęła dziewczyna do przyjaciółki w czasie ostatniej lekcji.
- Znowu? - Zapytała zdziwiona Grace.
- Tak. Odwiedzę Jack'a.
- Pozdrów go ode mnie.
- Spoko. - Uśmiechnęła się delikatnie do przyjaciółki.
- Przeszkadzam? - Wtrąciła się nauczycielka nie wiadomo kiedy wyrastając przed ich ławką.
- Nie, oczywiście, że nie. - Powiedziała szybko blondynka.
- Ale mi przeszkadzają wasze szepty.
- To się nie powtórzy. - Znowu powiedziała szybko blondynka. Nie chciała dopuścić Grace do zdania, gdyż na pewno skończyłoby się to karą po lekcjach. A to była ostatnia rzecz jaką chciałaby Kim w tej chwili.
- Mam taką nadzieje. Wracając do tematu. Autor chce nam przekazać swoją wiarę i nadzieję, które przeżywał podczas ...
- Udało się... - odetchnęła z ulgą blondynka.

* * *

Zaczął kropić deszcz a blondynka pukała do drzwi swojego chłopaka. Po chwili otworzyła jego mama. Uśmiechnęła się na powitanie i powiedziała:
- Cześć Kim.
- Dzień dobry. - Odwzajemniła uśmiech a pani Brewer zaprosiła ją ruchem ręki, żeby weszła.

Zdjęła buty i niebieski płaszcz. Stanęła naprzeciw niej kobieta i powiedziała:
- Zrobię herbaty. Pokój Jack'a jest na drugim piętrze. Po schodach, drugie drzwi.
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się delikatnie i rozpoczęła szybką i żwawą wspinaczkę na górę.
Gdy już była na miejscu zapukała do drzwi lekko i wparowała do pokoju, nie czekając na zgodę. Zastała chłopaka śpiącego na łóżku.
- Wstawaj leniu. - Powiedziała śmiejąc się.
Chłopak podniósł głowę zdziwiony. Rozejrzał się wokoło i dopiero po chwili zorientował się z obecności blondynki. Uśmiechnął się delikatnie ale po chwili skrzywił, gdyż bolało go gardło.
- Co ci jest? Czemu nie było cię w szkole? - Dziewczyna zaczęła zadawać mnóstwo pytań, na które chłopak nie był w stanie odpowiedzieć. Wskazał szybko na gardło i wtedy dziewczyna zrozumiała zachowanie nastolatka.
- Aa dlatego nic nie mówisz. Z tego też powodu nie byłeś dzisiaj w szkole? - Za chwilę dodała szybko. - Nie musisz odpowiadać, możesz pokiwać głową.
Jack kiwnął lekko głową a po chwili ktoś zaczął pukać do drzwi. Również bez pozwolenia, gdyż mama chłopaka wiedziała o tymczasowej utracie głosu syna weszła do pokoju z kubkami gorącej herbaty oraz tacką kruchych ciasteczek. Kim podziękowała i zaczęła powolutku pić herbatę. Owinęła kubek dłońmi aby zlodowaciałe dłonie się nagrzały.
- Jack musisz wziąć leki i sprawdzę ci temperaturę. Kim nie masz nic przeciwko temu, że Jack zostawi cię na chwilę samą? - Uśmiechnęła się serdecznie kobieta i wyszła z pokoju.
Jack wstał z łóżka niechętnie, skrzywił się i po chwili wziął koc i nakrył się nim.
- Wyglądasz jak batman.
Chłopak uśmiechnął się, podszedł do dziewczyny i mocno przytulił. Przykrył a następnie otulił siebie i blondynkę kocem. Dziewczyna poczuła wewnętrzne ciepło i spokój. Złe przeczucie opuściło ją i nie pozostało po nim śladu. Cień, który zasiał się znikł jak kamfora a ciepło coraz bardziej rozchodziło się po ciele dziewczyny. Ten moment był cudowny. Blondynka chciała pozostać tak całą wieczność. Ciepło biło od chłopaka. Może to z powodu gorączki a może z miłości.
- Jack, pośpiesz się trochę.
Chłopak oderwał się od dziewczyny i spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem. Pocałował ją szybko w czoło i poszedł po lekarstwa.

Dziewczyna usiadła zaczarowana tym co się przed chwilą wydarzyło. Rozejrzała się dookoła i po chwili spostrzegła misia. Wzięła go w ręce i uśmiechnęła się. Wyobraziła sobie małego słodkiego chłopczyka bawiącego się zabawkami. Układał pluszaki i rozmawiał z nimi jak z przyjaciółmi. Nie słyszała tego co mówi ale to nie było ważne. Widziała dziecko, które nie było świadome świata, który go otaczał.

Do teraźniejszości przywołał ją dźwięk nadchodzącego sms-a. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że zamknęła oczy i wyobraźnia ją poniosła. Zerknęła na sprawce - telefon jej chłopaka. 1 nowa wiadomość. Nie mogła się powstrzymać i podeszła do telefonu. Nie powinna czytać ale w końcu są razem i nie mają żadnych tajemnic. Prawda? Dotknęła ekranu gdzie widniała koperta. Od razu otworzyła się wiadomość. Dziewczyna wzięła do ręki komórkę i zaczęła czytać.

Gdy przeczytała, wzrok nadal miała utkwiony na ekranie telefonu. Pojedyncze łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Niedowierzanie i ból rozdzielało ją od środka. Ciepło, które przed chwilą czuła zniknęło. Cień powrócił i rozprzestrzeniał się z zawrotną prędkością. Jak to możliwe? Coraz większe łzy skapywały z brody dziewczyny. Dreszcz opanował jej ciało a chropowaty jęk wydobył się z jej ust. Nie mogła w to uwierzyć. To koniec.

                                                 

Hejka moi drodzy! 
Jak wam się podoba rozdział?
Powiem szczerze, że strasznie opornie szło mi jego pisanie.
Rozdział 29 napisany lecz muszę go zmienić. Wykasuję kilka dialogów, pododaje coś tam i będzie ok :D
DO NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU! <3